poniedziałek, 16 kwietnia 2007

O-Krzyknij sobie

Okrzyki zastępów to ważna i nieco niedoceniona sprawa. Używać można ich jako stały element zbiórki (rozpoczęcie/zakończenie), w celu wyrażenia zadowolenia, bądź podziękowania komuś. Spełniają rolę integrującą oraz skupiającą energię w określonym celu. Można prać w pralce automatycznej. Polecamy nasze propozycje powstałe w wyniku burzy mózgów na GG. Polecamy do inspiracji i uzywania!
  • Na drzewa włażą i skaczą do góry ? kto taki ?! LEMURY!
  • raz, dwa, raz dwa trzy żuuuubryyyyyyy
  • Mistrzowie tropienia i stepu pany - to Tarpany!
  • Kto ma gesty iście pańskie? To leniwce afrykańskie!
  • Jaki jest najelpszy ssak? toż to kusrob tylko wspak!
  • W czasie pełni daje głos? - Wilka preriowego los!
  • Bagna, lasy czy też góry - tutaj rządzą właśnie Tury!
  • Kto ma w lesie problem jakiś - ucieka do Lisiej paki!
  • królem sprytu będzie kto? - Lis! - Wędrowiec! i nie w zoo!
  • Jesteś małą myszą zwykłą - zwiewaj z Orła wzroku szybko!
  • chicałbyś być taki jak my! - bo to są właśnie Lwy!
  • Każdy frajer myśli sobie - bycie Łosiem to jest powiew
  • szukasz paki najlepszej - tutaj Sarny wodzą rej :D
  • każdy ma jakigoś bzika - znajdziesz go i u Chomika
  • szybki skok i długi bieg - wzywa nas Lamparci Zew!
  • Na wyzwanie bądź gotowy - zmierz się z kimś takim jak Sowy
  • Nocą ruszą znów na łowy - najsprytniejsze - tak to Sowy!
  • to nie żadne fiki-miki - w całej Knieji rządzą Żbiki
  • Na co komu jakieś znaki? - zawsze trafią - Dzikie ptaki!
  • Zawsze czyste i najlepsze! tak, na wyspie rządzą - Wieprze!
Okrzyki dowolne (pasują do każdej nazwy zastepu)
  • Gdy idzie o sprawy świata - zastęp XX tu wymiata!
  • Jak zarobić w nos najprościej? - Krzyknąć XX śmieci wynoście!
  • Tutaj XX wymiatają - one zawsze humor mają!
  • Wszystkie XX to są goście - nas o litość tu nie proście!

czwartek, 29 marca 2007

Rada Drużyny - jak to zrobić?

Organizowanie Rady Drużyny, to trudne wyzwanie. Czasem RD przeradzają się w nudne zabrania, na których drużynowy ględzi, a zastępowi zasypiają na swoich krzesełkach. Czasem zamiast Rady Drużyny odbywają się zawody zastępowych w rzucie długopisem w drużynowego, albo w nowej formule zapasów 4 na 1. Trzeba jednak czasem cos ustalić.
Jak to zrobić?
metodyczny ma dla Was kilka rad:
PRZED

  • Parę dni wcześniej roześlij plan spotkania i poproś o przedstawienie swoich propozycji. To akurat możesz zrobić mailem
  • Dwa dni przed Radą wyślij każdemu uczestnikowi smsa o treści:"Puść mi sygnał jeśli będziesz na RD we wtorek o 17".
  • Zadzwoń do każdego z uczestników Rady i poproś go o przygotowanie jakiegoś tematu(np. gdzie kiedy pojechać na biwak).Tą część musisz załatwić w rozmowie- nigdy przez gg albo maila.
  • W planie przesłanym harcerzom zawrzyj punkt niespodziankę - to może być torcik wedlowski, ale równie dobrze odwiedziny byłego drużynowego, albo zawody w strzelectwie.
  • Jeżeli rada ma trwać dłużej niż półgodziny zrób ruchowy przerywnik, grę która pozwoli zresetować mózgi
  • Wszelkiego rodzaju picie, jedzenie, notatniki i długopisy leżące na stole rozpraszają radzących. Wyciągnij najpóźniej jak można

W CZASIE

  • daj się wypowiedzieć każdemu, nie dopuść żeby ktoś zdominował dyskusje
  • trzymajcie się wątku, rzeczy do obgadania, które wyjdą w trackie zapisz, i omówicie je w trakcie Spraw Różnych
  • wykorzystaj tematy podrzucone do przygotowania i zacznij od nich Radę - nie będą przeszkadzać bo wiedzą że czeka ich to samo.
  • podsumuj każdy punkt, zapisując to co mówisz

PO

  • prześlij każdemu podsumowanie, zawierające także rzeczy do zrobienia dla każdej osoby
  • notatki zapisz w dokumentacji (najlepiej w : Segregatorze Drużynowego)


Wygodnych krzeseł i efektywnych zebrań.

Komunikacja, ale nie autobusem

Jak byłem jeszcze małym harcerzem bardzo interesowałem sie komunikacją miejską: autobusami, tramwajami, liniami i numerami. Potrafiłem wtedy np. odczytac z numeru bocznego z jakiej zajezdni jest dany autobus, i w którym roku przyjechał do miasta. Dziś wszystko się zmieniło: z numeru nie da się nic odczytać, a ja interesuję się raczej kounikacją miedzy ludźmi, raczej od praktycznej strony. Tak też zacząłem przyglądać się komunikacji pomiędzy drużynowym, a jego organizacją. Zobaczcie co odkryłem.

Jak jest?

W dół czyli odbieranie
Niewątpliwie najpopularniejszym środkiem komunikacji jest e-mail. W naszej organizacji, na pewno nie ma już drużynowych, którzy go nie używają. Przesyła się nim wszystko: informacje z hufca, chorągwi, dyskutuje plany obozowe, a nawet rozważa sprawy drużyny. Ma swoje zalety: jest szybki, prawie bezpłatny i oszczędza dużo czasu, pozwalać przekazać dużo treści. A jakie są minusy? Łatwo zrezygnować z rozmawiania, bo mailem łatwiej (spotkałem się z hufcowym który ograniczał działanie do forwardowania maili z chorągwi), łatwo też maila nawet z ważną informacją, skasować albo zignorować, w końcu nie jest natarczywym głosem przez telefon.
Dużą rolę w przekazywaniu informacji do drużynowych pełnią także strony www. Zaczynając od zhr.pl z serwisem Hainetu kończąc na stronach chorągwi i okręgów. Pozwala przesłać informacje szerokiej grupie ludzi, jednak zajęty drużynowy (są inni?) może nie znaleźc czasu na przeszukiwanie Internetu w poszukiwaniu imprezy dla ZZetu. Informacje nie są tez sprofilowane - to samo widzi rodzic, drużynowy i mały harcerz.
Czasopisma można podzielić na drukowane (charakateryzują się głównie tym że nie ukazują się, chyba że Senat wrzuci dotację) i internetowe. Te drugie, dość popularne również maja swoje podtypy: publicystykę (Pobudka, Na Tropie), techniczno-organizacyjne (Okręgówki, Wieści z Chorągwi) i biuletyny takie jak Komunikaty Naczelnictwa i Biuletyn Ohy. Publicystyka jeszcze nie jest wyrobiona, i nie wie czym chce być - bardziej miesięcznikiem opinii na różne tematy (np. Newsweek), czy poradnikiem skupionym na jednym głównym temacie (np. Fronda, Mały Modelarz). Mimo wszystko jest dość prężnie rozwijający się rynek. Czasopisma organizacyjne są bardzo przydatne, głównie jednak ze wzgledu na paraliżującą biurokrację, z którą każdy drużynowy musi sobie poradzić. Ostatni typ to rzecz warta rozwijania, teraz natomiast kulejąca: Komunikat nudny i zaszyfrowany pdfem, a Biuletyn OHy (pomijając treść) trudno dostępny - na stronie OHy ostatni numer jest ze stycznia, a w internecie (ale nie na stronie OHy) można trafić na marcowy.
Popularną drogą komunikacji są odprawy, szczególnie często stosowane na poziomie hufców i chorągwi. Zwykle są to spotkania dyskusyjne, gorzej gdy odbywają się wyłącznie w ciemnych pomieszczeniach, nie zawierają dyskusji, ani punktów typowo harcerskich (np gra w trzy kije). Takie patologiczne wydania kończą się zwykle znacznym spadkiem wskaźnika motywacji u każdej ze stron. Dobra Rada musi zawierać miejsce na feedback - informację zwrotną, a także odrobine rozrywki, tak by chciało się na nią przychodzić. Warto też unikać stołów, krzeseł i budynków, zwłaszcza przy tak pięknej pogodzie jak za oknem.

W górę... informacje
Jaki kontakt z organizacją ma zwykły drużynowy? Jak może jej przekazać, zasugerować zaproponować? Można stwierdzić że ma od tego hufiec, ale raczej rzadko zdarza się informacja od drużynowego która przechodzi przez wszystkie szczeble, by zostać wykorzystana, chociażby na polu chorągwi. Jedyna okazją na takie spotkanie jest zbiórka wyborcza, jednak jest to stanowczo zbyt mało. Prawdopodobnie taką rolę spełniłyby konferencje instruktorskie, gdyby tylko było organizowane (mowa o OHy).

Jak mogłoby być?

Podstawowe braki jakie zauważyłem, to trzy rzeczy: doszkalanie, umożliwiające rozwój umiejętności potrzebnych do prowadzenia drużyny; poczucie wpływu na organizację - tego że pomysły drużynowego są wysłuchane i "przetrawione" oraz motywację - dającą napęd do prowadzenia drużyny. A jak to zrobić? - kilka "metodycznych propozycji" - zapewne i tak nikt ich nie przeczyta, bo nikt tego bloga nie czyta, ale może kiedyś....
  • Spotkania, konferencje instruktorskie, kuźnice - gdzieniegdzie już funkcjonują, potrzeba nam jednak większej systematyczności i doprecyzowania tematów tych spotkań. Można w ten sposób zaspokoić wszystkie trzy potrzeby. Potrzeba nam konferencji programowych i doszkalających, kuźnic samorozwojowych i motywacyjnych, wszystko po to żeby zadbać o drużynowych.
  • Spotkania, konsultacje władz z dołami- dużą wartość (przynajmniej dla drużynowych) może mieć zapytanie ich o zdanie w kwestiach ich dotyczących. Nawet internetowa forma (forum, czat) może pokazać podstawowe problemy i zagadnienia.
  • Praktyka! - warsztaty i studia przypadków - najlepiej dla każdej funkcji osobno. Spotkanie z realnymi sytuacjami i wzorcowe rozwiązania, mogą bardzo mocno pomóc zwłaszcza słabszym drużynowym
  • lista dyskusyjna drużynowych zhr - to nawet szybko można zrealizować. Może to zadanie dla mnie?

Oczywiście powyższa lista nie wyczerpuje tematu. A co wy o tym myślicie?

czwartek, 8 marca 2007

Materiał zagraniczny

Polecamy uwadze pt. Czytelników materiał ze skautowego wyjazdu instruktora GK ZHP, Michała Góreckiego ps. Goorek. Bardzo interesujący, również w tych bardzo drażliwych kwestiach typu wybory władz, abstynencja czy zagraniczne organizacje skautowe.
Ciekawy materiał poglądowy, moje wnioski są takie, że ZHR jest blisko "dobrej struktury" w rozumieniu autora, choć problem zużywania energii na działanie nie dla młodych nie jest mu obcy.
dostępny pod adresem: http://skua.pl/dania.pdf

poniedziałek, 19 lutego 2007

Mówią, mówią że...

Powroty z zimowisk, początki drugiego półrocza pracy. W czasie zakończonego niedawno zimowiska na pewno zdarzył się taki moment, w którym jakieś zajęcia "nie wyszły", z przyczyn mniej lub bardziej niezależnych zdarzyło się, że nie można było znaleźć listu, albo misternie przygotowana gawęda sypnęła się w połowie, bo ktoś nie potrafił siedzieć cicho za ścianą. Czy harcerze i harcerki, którzy słuchają nas, uczestniczą w zajęciach, nie skomentują tego czasem złośliwie? Czy na kolacji nie pojawi się hasło "drużynowy nie umie zrobić gry" albo coś podobnego. Co wtedy? Czy należy się tym przejmować?

Moim zdaniem: nie. Należy wyciągnąć wnioski, przygotować się lepiej na następny raz i jechać dalej. Rozważania na temat utraty autorytetu i konieczności nocnego alarmu zostawmy innym.

Tak, zgadliście, ten post to reminescecja mojego własnego zimowiska.

wtorek, 30 stycznia 2007

Jamboree nadchodzi

Od początku roku skauci na całym świecie szykują się do obchodów 150. rocznicy urodzin Lorda Roberta Stephensona Smytha Baden-Powella, znanego też jako Bi-Pi oraz do świętowania 100. lat Skautingu. Z okazji tego drugiego jubileuszu w sieci pojawił się ciekawy filmik (albo raczej ruchoma kompozycja zdjęć oraz muzyki): http://www.youtube.com/watch?v=aQANPIo-V70. Pod filmikiem podpisuje się WOSM, zapraszając na stronę www.scout.org . Mnie osobiście z całego serwisu do gustu przypadła najbardziej kolekcja zegarków Scout 2007. Oczywiście znajdziemy tam również trochę interesujących informacji na temat organizacji zrzeszającej skautów z całego świata.
Mamy nadzieję, że wkrótce takich filmów pojawi się więcej, a ich poziom będzie rósł tak jak poziom naszych harcerskich umiejętności przed Jamboree.
Czuwajmy więc, a mówiąc jak nasi bracia: "Be prepared!"

sobota, 27 stycznia 2007

Ciekawostka z wyższych sfer

W tym tygodniu "Przekrój" nie pisze o:
...o człowieku, który się pytaniom nie kłania, czyli ministrze Przemysławie Edgarze Gosiewskim. Bo to nie jest wcale jego prywatna zaleta ani ułomność. Nagle zdaliśmy sobie sprawę, że rzecznikiem rządu jest harcerz, i to, co się dzieje w gabinecie premiera Kaczyńskiego – to po prostu nieustanne podchody połączone z akcją zdobywania różnych sprawności. W dziedzinie nieodpowiadania na proste pytania dziennikarzy minister Gosiewski chce być lepszy od ministra Dorna, a ten przecież wysoko stawia poprzeczkę. Sprawność „zawsze wrócę do rządu” zdobyli już wicepremierzy Gilowska i Lepper; o tytuł „bierna, ale wierna” ubiegają się dwie rządowe Anny. Tylko sprawności „robię coś pożytecznego” minister Dziedziczak zapomniał włączyć do zabawy.
Co tu dużo mówić, prosto widzą ten nasz system redaktorzy "Przekroju". Proponuje Dobrego Duszka - trochę więcej optymizmu: polityka to nie cały świat

piątek, 19 stycznia 2007

z Na Tropie

krótka przerwa w sesji, 15 minut wolnego w szkole i dostęp do komputera. Już dawno powinienem polecić wam Na Tropie - miesięcznik wędrowniczy ZHP. Jak widać w harcerskim półswiatku bardziej sprawdzają się internetowe periodyki, papierowe, albo nie wychodzą, albo kosztują 13 zł :) Samo "Na Tropie znajdziecie na www.natropie.zhp.pl natomiast szczególnie polecić chcę artykuły Goorka pod uroczym tytułem "Harcerstwo jako firma" - chyab we wszystkich organizacjach brakuje trochę tego spojrzenia, bardziej nastawionego na efekty, niż na samo działanie. Co tu dużo mówić, wklejam adresy i wracam do nauki, licząc że sam cos z tych artykułów wyciągnę.
http://natropie.zhp.pl/content/view/189/ - częsć 1 "Harcerstwo jako firma"
http://natropie.zhp.pl/content/view/252/2/ - częsć 2 "Batonik żbozowy- smaczny i zdrowy"

PS. Przepraszam za braki literek "s" i "z" z kreseczkami i kropeczkami. Komputer na SGH oraz system bloggera, robi z tym jakies bardzo dziwne rzeczy.

środa, 3 stycznia 2007

O duszach troszeczkę rogatych

Święta za pasem, a w portalu mateusz.pl ukazał się tekst Pawła Kowalskiego SJ znanego także jako dh Paweł Kowalski SJ. Pisze on o harcerskiej duchowości - a jako harcerz i jako jezuita zna sie na tym doskonale. Tutaj możecie zapoznać się z tekstem w całości:
http://mateusz.pl/mt/pk/pk-odtr.htm

PAWEŁ KOWALSKI SJ

O duszach troszeczkę rogatych

Zacznijmy nieco poetycko… Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się nad tym, jak czuje się płonący zwitek kory brzozowej? Albo jak to jest być gałązką pełną wysuszonego igliwia, która spala się w ognisku? Albo, co czułby wesoły płomień sosnowy, gdyby wiedział ile ciepła daje osobom, które przy nim się grzeją? Jeśli chciałbyś wiedzieć jak to jest – zostań harcerzem albo, chociaż jezuitą.

Co ma wspólnego bycie jezuitą i harcerzem? Odpowiedź brzmi: duchowość, którą żył św. Ignacy Loyola, założyciel Towarzystwa Jezusowego, czyli jezuitów. Nie będę tutaj przytaczał całej jego historii. Wspomnę tylko, że Ignacy żył w XVIw. Został wychowywany na rycerza i był nim całe życie, zarówno na dworach jak i później w klasztorze. Ignacy jest też twórcą specyficznej duchowości, o której będziemy tutaj często mówić.

Duchowość – z czym to się je?

Co to jest ta „duchowość”? Wydaje mi się, że jest to sposób, w jaki człowiek odnajduje Pana Boga w swoim życiu. Duchowość to moja osobista droga, na której Pan Bóg pozwala mi Siebie znaleźć. Tak to zostało jakoś przez Niego wymyślone, że nikt na takiej drodze nie idzie samotnie. Duchowość, pomimo że jest czymś indywidualnym, łączy ludzi, którzy odnajdują w niej jakieś cechy wspólne. Swoją duchowość mają zakony i… harcerze.

Duch ognia

Imię Ignacy, pochodzi od łacińskiego „ignis”, czyli ogień. Osobiście wydaje mi się, że wzorcowo oddaje ducha Ignacego Loyoli. Co dokładnie przez to rozumiem powiem trochę później. Harcerz to też człowiek ognia. Jak mówi stara harcerska piosenka obozowa: Siedzą harcerze przy płomieniach/ ciepły blask ognia skupia ich/ wszystko co złe to szuka cienia/ do światła dobro garnie się („Już rozpaliło się ognisko”).

Obozowy dzień zazwyczaj kończy się obrzędowym ogniskiem. Taki ogień to nie kilka brudnych badyli rozpalonych rozpałką do grilla. Wielokrotnie zastanawiałem się, dlaczego tyle troski przykłada się do tego obrzędowego ogniska. Dlaczego ustanawia się strażnika ognia, który będzie go strzegł? Dlaczego towarzyszy temu specjalny obrzęd? Dlaczego ognisko rozpala się od jednej zapałki, a jeśli się nie uda od razu to ludzie rozchodzą się do namiotów na spoczynek? Po co tyle zwyczajów ogniskowych? Mówi się, że ognisko to coś, co skupia ludzi, co daje specyficzny klimat pełen zadumy i podniosłości. Moje pytanie zawsze brzmiało, co dokładnie skupia harcerzy? Czy jest to ognisko samo w sobie, czy też coś więcej? Długo nie mogłem znaleźć odpowiedzi, aż pewnego dnia odpowiedź przyszła sama.

Faktycznie przy ognisku człowiek czuje się jakoś lepiej, jakoś inaczej. Ludzie są braćmi i siostrami, czuje się łączność z tymi, o których drużynowy mówi gawędy. Ale ognisko jako takie jest wyrazem – symbolem tego, co czujemy. Jest unaocznieniem czegoś, co trudno sprecyzować, czegoś pomiędzy radosnym braterstwem a przyjaźnią. Jest widzialnym znakiem tego, co niewidzialne. Dlatego kiedy mówimy, że ogień nas skupia, mamy na myśli, że tak naprawdę skupia nas przyjaźń, ten jedyny Harcerski Duch. Harcerski Ogień płonie, spala, rozświetla i ogrzewa.

Duch płonie, czyli twój osobisty Fundament

Harcerz, składając przyrzeczenie, obiecuje m.in., że będzie całym życiem służył Bogu i Polsce. Wydaje mi się, że szczególnie cenne dla harcerstwa może być próba odpowiedzi na pytanie: dlaczego ja mam w ogóle to robić? Przecież dużo wygodniej jest siedzieć w domu i nie przejmować się niczym, niż pracować dla dobra innych.

Stary druh Ignacy Loyola podpowiedziałby nam, że nasza służba to tak naprawdę odpowiedź na Łaskę Pana Boga. A Łaską jest choćby to, że żyjemy. Żyjemy nie sami dla siebie, ale dla konkretnego celu – wziąć udział w bojach ze złem, jako dobry żołnierz (harcerz) Jezusa Chrystusa (por. 2Tm2,3). „Życie człowieka to trwanie z Bogiem na wieki. Bóg dał nam życie, aby nasza miłosna odpowiedź, pozwoliła Bożemu życiu napełnić nas bez ograniczeń. Wszystkie rzeczy na świecie są darami Boga, ofiarowanymi po to, abyśmy jeszcze łatwiej mogli Go poznać i bardziej pragnęli odwdzięczyć się za otrzymaną miłość.” (Dawid Flaming SJ, na podstawie Fundamentu św. Ignacego)

Czyli harcerz, tak jak Ignacy Loyola płonie dla Boga, ale jest również świadomy, że to nie on dokłada do swojego ognia. Płonąć Bożym ogniem oznacza pozwolić Bogu, aby do niego dokładał. Pozwolić Bogu być Strażnikiem mojego Ognia.

Ogień spala, czyli harcerskie ramię pręż, słabość krusz, Ducha tęż, Ojczyźnie miłej służ. („Hymn harcerski”)

W książce T. Kwiatkowskiego Zwyczaje i obrzędy harcerskie opisano zwyczaj wtajemniczenia nowego harcerza – „biszkopta”, polegający na włączeniu go w Krąg Ognia. Drużynowy zwraca się do niego: „Co skłoniło cię do przyjścia do naszego kręgu?” On zaś odpowiada: „Chcę być z wami w kręgu ognia i w tym ogniu spalić swe złe myśli”.

Ogień ma wymowę czegoś, co pozwala dążyć do bycia lepszym. Ogień – Duch Harcerski sprawia, że łatwiej iść naprzód i piąć się wzwyż, by zdobyć upragniony szczyt ideałów – harcerski krzyż (por. „Idziemy w jasną”). Harcerstwo to wieczne przełamywanie swoich słabości by osiągnąć szczyt, wzór harcerza – godność Harcerza Rzeczypospolitej. Jednym z głównych elementów metody harcerskiej jest zdobywanie stopni i sprawności, a te w swej istocie to zdobywanie nowych umiejętności bazujących na własnych zdolnościach, oraz walka ze swoimi wadami. Walka, która często wiąże się z codziennymi zmaganiami, która bywa wieńczona czymś wielkim i nadzwyczajnym – wyczynem.

Co jest w tym ignacjańskiego? Widzę tu dwa elementy. Pierwszy to zasada, aby czynić przeciwko swoim wadom. Ignacy zauważył, że skoro to, co złe i słabe jest wrogiem dobrego, to aby osiągnąć szczyt trzeba dołożyć wszelkich nawet największych starań. Trzeba czynić dosłownie wszystko, aby zwyciężyć. Jeżeli moją wadą jest uleganie pokusie nadmiernego odwlekania nauki, to powinienem ustalić sobie żelazny czas, który codziennie będę na nią przeznaczał. Skoro jestem harcerzem, to walczę z tym, co we mnie słabe, aby lepiej służyć Bogu. To, co mi przeszkadza w dążeniu do celu na pewno nie pochodzi od Boga, dlatego powinienem to odrzucić. Ta logika jest tak prosta, że aż bolesna.

Druga zasada nazywana jest łacińskim słówkiem magis, które tłumaczy się polskim bardziej. Chodzi o to, aby człowiek ciągle chciał czynić bardziej dla Pana Boga, i bardziej dla innych. Być człowiekiem magis to nie ustawać w staraniach, aby być lepszym. To wymagać od siebie, chodźmy inni ode mnie nie wymagali (por. Jan Paweł II)

Duch rozświetla, tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre czyny i chwalili Ojca Waszego.

Ojciec święty Jan Paweł II opisują wymowę słowa „czuwać” powiedział kiedyś, że ma ono wymiar jednoznaczności. Czuwać, to znaczy trwać przy ideałach. Innymi słowy wtedy, kiedy świat szuka półmroku, czy też półcienia, harcerze trwają przy ogniu ideałów, które rozświetlają mrok. Biblijne porównanie do światła na świeczniku jest tu chyba jak najbardziej na miejscu. Kiedy patrzę na zapaloną świecę, która jest ustawiona na świeczniku stojącym na stole zaczynam trochę rozumieć co to znaczy trwać mimo wszystko, mimo tego że jest się otaczanym przez ciemność. Płomyk takiej świecy jest przedłużeniem, czy też znakiem wielkiego ognia ideałów, ale mimo to może czuć się samotny. Nie dziw więc, że człowiekowi, który stara się być światłem może być trudno, zwłaszcza kiedy otacza go tylko mrok. Każdy harcerz nosi w sobie płomyczek rozświetlający mrok zła na świecie. Te płomyki jednoczą się przy ognisku, ale co dzień na bywa, że są same.

Ogień ogrzewa

Ktoś kiedyś powiedział, że w harcerstwie znane benedyktyńskie hasło módl się i pracuj powinno być sformułowane pracuj i módl się. Harcerstwo na pierwszym miejscu stawia pracę – służbę. Bł. Phm. Wincenty Frelichowski, patron harcerstwa wskazywał, że harcerska służba sama staje się modlitwą. Podobnie jak ognisko ogrzewa zgromadzonych, tak też i harcerz spędzając znaczną część swojego harcowania wpatrując się w płomienie pragnie być użyteczny, zarówno dla innych druhów jak i dla społeczeństwa. Już małe zuchy starają się wypełniać ten trudny punkt Prawa Zucha, który mówi, że wszystkim z Zuchem jest dobrze. To jest esencja przyrzeczenia harcerskiego – służyć Bogu i Polsce, nieść chętną pomoc bliźnim. Harcerstwo bazuje na bardzo prostym odruchu ludzkiego serca, które aż się wyrywa żeby pomagać ludziom.

Ogień dąży w górę

Greccy filozofowie patrząc na ogień mówili, że dąży w górę bo tam jest jego naturalne miejsce. Podobnie kamień spada do środka Ziemi, bo tam jest jego miejsce. A jakie jest nasze najlepsze miejsce? Harcerz najlepiej czuje się w otoczeniu natury. Tam zaś siedząc przy ognisku patrzy w gwiazdy i tęskni za Domem, ale nie za domem w mieście.

Ignacy Loyola uważany jest za twórcę modlitwy Słowo Odwieczne, która jest nazywana modlitwą skauta. Może właśnie, dlatego że w sposób bardzo syntetyczny streszcza to, co najważniejsze w duchowości sakuta, i harcerza. Oddajmy więc głos staremu druhowi:

Słowo Odwieczne,
Jednorodzony Synu Boży,
proszę Cię, naucz mnie służyć Ci tak,
jak tego jesteś godzien.
Naucz mnie dawać, a nie liczyć,
walczyć, a na rany nie zważać,
pracować, a nie szukać spoczynku,
ofiarować się, a nie szukać nagrody innej
prócz poczucia,
że spełniłem Twoją Najświętszą wolę.
Amen.

Paweł Kowalski SJ

sobota, 23 grudnia 2006

Mitsubishi Lancer

Kim był Mitsubishi Lancer? Niech odpowie książka, a ja będę tylko wklepywał.
(...)W swoje brudne łapską wziął ją Jaś "Mitsubishi Lancer", kierowca rajdowy klasy I R z ambicjami do II R a dodatkowo podharcmistrz i szef kręgu instruktorskiego przy "Siódemce"(...) s.10
(...)A tamten, rozrośnięty w barach i przysadzisty blondas, jeśli dobrze pamiętam z opisu - to Jaś, zwany "Mitsubishi Lancer" ... Widziałem cię na Karowej, całkiem nieźle, gdyby nie to spotkanie z latarnią... (...) s.21
Paweł Wieczorek "Wzgórze Rosiczki" Wyd. Kraina Formatów, Łódź 2006
Lancer to po prostu instruktor opisany w książce, który poza nieco groteskową dziś funkcją szefa kręgu instruktorskiego, charakteryzuje się jeszcze jedną niespotykaną cechą: ma pasję i profesjonalnie ją realizuje. Jeżeli startował na Karowej (dla niewtajemniczonych: Odcinek Specjalny Rajdu Warszawskiego, rozgrywany na ślimaku na ulicy Karowej, startują w nim uczestnicy Mistrzostw Polski), to na pewno traktuje uprawnianie tego sportu poważnie. Szkoda, że to tylko fikcyjna postać.

Namawiam wszystkich czynnych instruktorów, szczególnie tych którzy rozpoczynają swoją instruktorską drogę, żeby rozejrzeli się dookoła siebie. Czy widzicie wielu instruktorów, którzy poza działalnością harcerską, mają zainteresowania i poważnie je rozwijają? Czy widzicie instruktorów którzy w swoich dziedzinach (naukowych, sportowych czy jakichkolwiek innych) osiągnęli sukces? Być może u Wielkiego Brata jest z tym lepiej, ale w ZHRze sprawa kuleje. Kiedy szukam takich w mojej okolicy, przychodzi mi na myśl tylko jeden, znany gdzieniegdzie pod pseudonimem Człowiek-Radio. Swoją radiową pasję, wykorzystuje w pracy i służbie, robiąc kawał naprawdę dobrej roboty. Wydaje mi się, że nie jestem specjalnie mało spostrzegawczy, więc pozwalam sobie na generalizację i przyjmuję, że brakuje nam instruktorów-pasjonatów. Ja sam często łapie się na tym że, gdy mówię o własnych zainteresowaniach chcę wymienić "harcerstwo". Ale czy to rzeczywiście powinno być moje zainteresowanie?

Dlaczego tylko jeden przykład? Z czego wynika tak uboga reprezentacja instruktorów pasjonatów? Moim zdaniem jest to przede wszystkim kwestia problemu łączenia życia zawodowego / studenckiego z harcerskim. Duża część instruktorów (w tym autor - przyp. jasia) nie radzi sobie z tą podstawową umiejętnością, a co dopiero gdy chce się do tego dołączyć jakieś hobby. Nie wiem czy w ogóle jest taka możliwość. Czy wobec tego Lancer jest postacią nieprawdziwą, nieistniejącą, niemożliwą? Bardzo źle świadczyłoby to o naszej organizacji, jeśli blokowałaby rozwój zainteresowań instruktorów. Brakuje nam również wsparcia i przykładu. Rzadkie przykłady instruktorów pasjonatów, mało okazji do rozwoju. A przecież taki instruktor, to może być znakomita pomoc w specjalizacji harcerstwa, tak niezbędnej w czasach wielu atrakcyjnych alternatyw.

Jak to zmienić? Jak zwykle metodyczny rzuci parę pomysłów, licząc na to że ktoś nas czyta :)
  • Wprowadzenie modelu struktury w hufcu/chorągwi, która skupiałaby zainteresowanych tym samym tematem. Coś na kształt sekcji wędrowniczych.
  • Wsparcie materialne dla sekcji (to w końcu może być znakomity środek motywacyjny dla instruktorów).
  • Ubogacenie zestawu sprawności, zwłaszcza tych na mistrzowskim poziomie.
  • W chwili obecnej ze względu na słabość korpusu instruktorskiego raczej nie wykonalna, ale być może w przyszłości: obowiązkowe uczestnictwo instruktora w jednej z sekcji tematycznych
  • Nacisk na ten punkt podczas spotkania z Komisją Instruktorską.
  • Wykorzystanie byłych harcerzy - specjalistów w danej dziedzinie.
A poza tym - Wesołych Świąt! I obiecuję (obiecujemy ;) - przyp. nemo), że na następny tekst nie będziecie czekać tak długo.